Szkoła w czasie pandemi: Szok kulturowy w edukacji

O plusach i minusach zdalnej edukacji szkolnej w czasie obecnej pandemii  z prof. zw. dr hab. Marią Czerepaniak-Walczak, kierownikiem Katedry Pedagogiki Ogólnej, Dydaktyki i Studiów   Kulturowych Uniwersytetu Szczecińskiego,  wiceprzewodniczącą Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego rozmawia Leszek Wątróbski.

 - Ponad 4 mln uczniów, z dnia na dzień, musiało zamienić szkolne ławy na naukę przez internet. Zamknięte szkoły i często niemożność wyjścia z domu nie muszą jednak oznaczać jej końca...

- ...różnie to z tym bywa. Przede wszystkim radykalnie zmieniło się środowisko uczenia się i charakter interakcji edukacyjnych. Jest to zmiana wielowymiarowa. Po pierwsze uczniowie zostali zobowiązani do robienia tego, co było do tej pory zakazywane. Przecież jedną z kar stosowanych wobec dzieci i młodzieży był zakaz używania smartfonów, komputerów, ograniczanie dostępu do internetu. Szkoły prześcigały się w sposobach zakazów korzystania przez uczniów z telefonów komórkowych. A teraz, z dnia na dzień, te urządzenia stały się obowiązkowym wyposażeniem uczących się i nauczycieli. Owoc zakazany stał się podstawową strawą, podstawowym środkiem i ośrodkiem realizacji obowiązku szkolnego i studiowania. Jest to szok kulturowy w edukacji.  Są wprawdzie osoby i grupy wprawione w tak organizowaną edukację. Są doświadczeni nauczyciele i oswojeni z tym uczniowie, ale to są tylko wyspy na bezbrzeżnym oceanie ponad dwustuletniej tradycji szkolnej i tysiącletniej tradycji uniwersyteckiej.

- Jakie inne niebezpieczne konsekwencje wynikają ze zdalnej edukacji?

- Na pewno jest to pogłębianie się rozwarstwienia społecznego i rozwarstwienia kulturowego. Przecież są takie obszary w Polsce, takie środowiska (nie tylko wiejskie) i takie rodziny, w których liczba komputerów czy telefonów pozwalających na uczestnictwo w życiu społecznym jest niewystraczająca z punktu widzenia edukacji w ogóle, a w tych niezwyczajnych warunkach w szczególności. Przecież taki sprzęt, przy zdalnym nauczaniu, jest podstawą - tak jak podręczniki i książki dla każdego ucznia. Śmiało, bez pogłębionych badań empirycznych, twierdzę, że nie każdy uczeń ma swój komputer. Często w domu jest jeden komputer czy laptop, z którego muszą korzystać trzy - a nawet więcej osób, i to w tym samym czasie.

W nauczaniu zdalnym (nie jest to to samo co on-line) wykorzystywane są też tradycyjne materiały dydaktyczne: podręczniki, karty prac, pomoce przygotowywane przez nauczycieli i przesyłane uczącym się. W sytuacji zamknięcia bibliotek i ograniczonych możliwości szkół w rozsyłaniu „papierowych” materiałów pozostaje wyłącznie interakcja za pośrednictwem łączy internetowych. Nawet, jeśli nauczyciel wysyła materiały, które uczniowie mogą gromadzić w swoich folderach, nie wszyscy mają w domu drukarki. Te utrudnienia wynikają z rozwarstwienia materialnego.                                                          

- Czy ucierpi na tym interakcja uczniów z nauczycielami?

- Nie wszyscy nauczyciele są przygotowani do zdalnej komunikacji. Bo to nie jest to samo, co rozmawianie przez telefon. To nie jest to samo, co poprawianie pracy przesłanej przez ucznia. To nawet nie to samo, co korzystanie z mediów społecznościowych (fb czy Instagram), czy z komunikowania się na Skype’ie. Nauczyciel oddziałuje na to, co dzieje się w każdej interakcji. Uczeń też. Bycie ucznia w szkole, w tej bezpośredniej interakcji, jest pewną odświętnością w stosunku do tego, co dzieje się na podwórku czy w domu – w tzw. czasie prywatnym.  Pozbawienie zaś możliwości wyjścia z domu sprawia, że tracimy okazję do wyróżnienia tej interakcji edukacyjnej spośród innych interakcji społecznych. To wcale nie znaczy, że każda interakcja edukacyjna jest tak ważna.

Wszystkie te zmiany nastąpiły gwałtownie i wszyscy doznaliśmy dużego szoku. Konsekwencje tego są i będą bardzo różne. Nie ulega wątpliwości, że udoskonalone zostaną np. media, których używamy i które nas podglądają, a nawet inwigilują. Pegazus nie będzie tu wcale potrzebny, są przecież także inne aplikacje śledzące nas wszystkich. Jedną z nich jest aplikacja dla osób w kwarantannie. Po niej mogą być aplikacje kontrolujące nas ze względu na inne zjawiska. To prowadzi do ograniczenia zaufania i poczucia zagrożenia prywatności. To zaś może być czynnikiem zakłócającym interakcje edukacyjne w sieci.

A właśnie one wymagają wzajemnego zaufania. Musimy wyrobić w sobie poczucie, że ufamy naszym uczniom czy studentom, że są zaangażowani w to, w czym aktualnie uczestniczą i że wzajemnie nie narażamy się na przykre doświadczenia, o których już teraz można przeczytać w mediach. Ponadto, te interakcje wymagają od uczestniczących w nich osób odpowiedzialności i zobowiązanie do wykonania uzgodnionych prac.

    
rozmawiał Leszek Wątróbski
 
Więcej na: https://www.bumerangmedia.com/2020/04/szkoa-w-czasie-pandemi-szok-kulturowy-w.html?spref=fb&m=1
  fbclid=IwAR30ukSKDAFgZ0_ZngFqeOca32JGjijOxXmDTj1vgdcelgdvmbt39ylujew